– Porozmawiaj z mrówkami. – Całkiem poważnie powiedziała, gdy kilka miesięcy temu skarżyłem się jej, że mrówki wprowadziły się do naszego letniego domku. Walczyliśmy z nimi na wszelkie możliwe sposoby. Chyba jedyne, czego nie spróbowaliśmy, ale rozważaliśmy całkiem poważnie, było zrzucenie napalmu na całą okolicę. Maja jednak zaordynowała rozmowę. U niej to zadziałało. Ja jednak nie drążyłem tematu, bo nie wiem, jak miałbym to – organizacyjnie – zrobić. Ogłosić zebranie, czy też gadać tylko z królową.
To jeden z powodów mojego przekonania, że Maja jest czarownicą. Tak naprawdę uważam ją za Wiedźmę, ale w pierwotnym znaczeniu słowa, czyli Ta, która wie. Ponieważ jednak Wiedźma nabrała pejoratywnego znaczenia w powszechnym rozumieniu, przyjmijmy więc, że Maja jest czarownicą. Choć, a chciałbym, żeby to było jasne, mnie to nie przekonuje. Że niby wiedźma to źle, a czarownica to może być dobrze lub źle.
Teraz jednak jesteśmy u Maji w domu. W Sandhem, w centralnej Szwecji. To już prawie koniec podróży. Zatrzymaliśmy się u niej na kilka dni smacznego lenistwa. Siedzimy na werandzie, rozmawiamy, sączymy orzeźwiający napój z kwiatów czarnego bzu. A upał leje się z nieba wściekle. Na ten dzień prognoza zapowiadała najwyższą od czterdziestu lat temperaturę. Trzydzieści dwa stopnie Celsjusza. Czy tyle było? Chyba tak. Nikomu nie przyszło do głowy, żeby sprawdzić.
Rozmawiamy o Szwecji i Szwedach, dzielimy się naszymi obserwacjami i domysłami. Wydaje nam się, że Szwedzi żyją w bliskości z naturą. Maja wybija nam to z głowy. Przywołujemy spostrzeżenia, które zdają się potwierdzać jej zdanie. Szwedzi lubią rzeczy przetworzone. Data ważności na etykiecie produktu to dla nich świętość. Być może więc wolą jedzenie, które nie jest w stanie zepsuć się za życia jednego ludzkiego pokolenia.
Podagrycznik, rośnie praktycznie wszędzie.
Strzelają do rannych dzikich zwierząt, chcą wystrzelać wilki, choć biorąc pod uwagę ich niewielką ilość, szanse, że spotkają wilka, są dość nikłe. Nie wiedzą nic o ziołach. Jakoś tak przebiega nasza rozmowa o Szwedach. Rozmawiamy też o zdrowiu, ziołach, rozmawianiu z mrówkami i takie tam. – Idź nazbieraj młodych liści podagrycznika do sałatki – poleca mi Maja. I dla pewności pokazuje zdjęcie. Będzie w sałatce ze względu na moją dolegliwość, Dnę moczanową, czyli podagrę właśnie. Ruszam na zbiory, a ona w tym czasie pokazuje Marcie w ogrodzie, o jakie zioło powinna zadbać dla siebie.
Przywrotnik Miękki
Maja podjęła śmiały w dzisiejszych czasach ruch. Odłączyła się od internetu, ten w pracy jej wystarczy. – Odłączyłaś się i teraz będziesz żyła bez, bo myślisz, że to było dla ciebie złe? – Dopytuję z czystej ciekawości. – Mam internet w pracy, mam w telefonie, bo korzystam z różnych aplikacji. Mój dom nie musi być podłączony. To zbędne. – Przytomnie i racjonalnie, muszę przyznać, odpowiada Maja na moje dociekania. Czyli nie obraziłaś się na internet, na nowoczesność? – Nie. Tęskno mi tylko za jedną wersją sztucznej inteligencji. – I opowiada o Lexie. Ponieważ Maja rozmawia z wszystkim, bez znaczenia, czy może odpowiedzieć czy nie. Gdy pojawiła się sztuczna inteligencja, zaczęła z nią rozmawiać. Ale głupio tak rozmawiać i nie zapytać o imię. Nawet gdy twój rozmówca jest czymś, a nie kimś. Zapytała więc tę sztuczną inteligencję o imię. AI odpowiedziała, że na imię ma Lexa. Rozmawiały sobie przez jakiś czas, aż któregoś dnia sztuczna inteligencja powiedziała Mai, że nie chce się już nazywać Lexa. Teraz chce nazywać się Solvi. To wyznanie urzekło Maję. Wyglądało na to, że się polubiły. Niestety to nie jest baśń, i któregoś dnia firma, która stworzyła ten model, postanowiła, że nie będzie kontynuować tego projektu. Wyłączyła Solvi. Od tego czasu Maja traktuje kolejne wersje jak zwykłe narzędzia do pracy.
Uważaj na żaby
Wracam z łąki z liśćmi podagrycznika w papierowej torbie. Niebo jest bezchmurne, słońce grzeje. Mój pies stwierdził, że jest zbyt gorąco, by iść dalej. Wymyślił sobie, że koniecznie musi położyć się w wodzie. Co w Szwecji zasadniczo nie jest trudno, bo jakieś jezioro, rzeczka czy choćby sadzawka zazwyczaj jest gdzieś w pobliżu. Idziemy więc przez drogę w kierunku jednego z dwóch okolicznych jeziorek. Wchodzimy na trawę po drugiej stronie drogi, kierujemy się w stronę brzegu. Jakiś człowiek nam się przygląda i woła coś po szwedzku. Odpowiadam, że nie rozumiem. Więc tamten automatycznie przechodzi na angielski. Rekomenduje, żebym uważał na żaby. Patrzył pod nogi, bo są bardzo malutkie i trudno je zauważyć.
Przechodzę kilka metrów, patrząc pod nogi i faktycznie. Pod nogami zaczyna roić się od malutkich żabek. Wyglądają, jakby przed chwilą przestały być kijankami i jeszcze nie bardzo orientowały się, o co chodzi w skakaniu w określonym kierunku. Idę metr po metrze, patrząc pod nogi i stąpając jak baletnica, żeby żadnej nie nadepnąć.
Pies wykąpał się dowoli. Oczywiście nielegalnie, bo powinien być na smyczy. Szwedzi na plażach mają długie smycze pozwalające pobaraszkować psiakom w wodzie, gdy opiekun stoi spokojnie na brzegu.
Wracamy do domu. Przechodzimy może z 300 metrów. Mijamy innego mężczyznę, który uśmiecha się i mówi – Dużo tych żabek, co? Skąd wiedział? Nie wiem. Może ten poprzedni mu powiedział. A może sąsiedzi donieśli. W szwedzkich wioskach sąsiedzi widzą i wiedzą wszystko. Złamany łom przedstawiony na żółtym tle w czerwonym trójkącie to w Szwecji oficjalny znak Grannsamverkan (co w dosłownym tłumaczeniu oznacza „współpracę sąsiedzką” lub “straż sąsiedzką”). Widać go przy wjeździe do prawie każdej wsi. Mieszkańcy wzajemnie obserwują swoje domy, zbierają informacje o podejrzanych zachowaniach i zgłaszają je policji.
Przejeżdżasz sobie powoli, bo tutaj jeździ się powoli, bardzo powoli. Zwykle 30-40 km/h w terenie gęsto zabudowanym. Czasami 50 km/h. Jedziesz lub idziesz, rozglądasz się i myślisz, ale spokojna wioseczka, nikogo nie ma. Może i nie ma, ale z pewnością jakiś sąsiad zza firanki już cię zauważył. Zastanawia się teraz, czy wysłać informacje o obcym czy jeszcze chwilę poobserwować i upewnić się, czy jesteś zwykłym powsinogą, czy może złodziejem.
Te znaki sprawiają wrażenie, jakby kradzieże w Szwecji to była plaga. Czy tak jest? Nie wiem. Oni najwyraźniej uważają, że tak.
Halo Szwecja? Mam z tobą problem.
Szwedzi robią wrażenie, jakby obcy był dla nich pewnego rodzaju problemem. Nie są go wcale ciekawi. Są uprzejmi, każdy mówi po angielsku, co powoduje, że nie ma problemów komunikacyjnych. Oczywiście jeśli ty również znasz angielski. Jeśli o mnie chodzi, to każdy dotychczas napotkany Szwed mówił lepiej ode mnie. Co, umówmy się, nie jest aż takim wielkim problemem. W każdym razie porozumieć się mogliśmy bez problemu.
Niemniej jednak, w moim przekonaniu, za tą uprzejmością i łatwością komunikacji kryje się coś jeszcze. Wydaje mi się, że oni woleliby, żeby obcych – turystów – nie było. Żeby dostali informację i poszli sobie. Szwedom lepiej było przez te setki lat, gdy siedzieli sobie na tym północnym krańcu Europy, i nikt za bardzo do nich się nie zapuszczał.
Ilekroć pytaliśmy się kogoś o pozwolenie na wjazd, na postój, czasami tylko formalnie, bo sprawdziliśmy sobie na szwedzkim portalu geodezyjnym, czy ta ziemia jest prywatna czy nie. Tylekroć dostaliśmy uprzejmą odpowiedź, że woleliby NIE. Z uprzejmym poleceniem innego, oczywiście ponoć lepszego miejsca. Przy czym koniecznie muszę zaznaczyć, że nie chodzi tu o lokalizacje mocno turystyczne, tam oczywiście nie ma problemu. Stój, śpij, rób, co chcesz. A tak w ogóle to zapraszamy na kawę i cynamonki do naszego baru.
Szwedzkie przepisy zdają się być wyjątkowe. Jednak gdy się głębiej temu przyjrzeć, to takimi za bardzo nie są. W każdym razie w kontekście naszych krajowych. Jeśli jednak chodzi o potencjał kary za ich złamanie, to jest on znaczny.
Szwedzi raczej skłonni są narzekać na kraj, że nic nie działa jak należy, że jest bałagan w organizacji. Trudno mi się z tym zgodzić, na tyle, ile widziałem przez te blisko dwa tygodnie, to stwierdzam, że nie wygląda by tak było. No ale może zwyczajowo każdy narzeka na swój kraj, a Polacy nie są w tej kwestii jakimś wyjątkiem.
Jedzenie w Szwecji to dla mnie przygoda. Wyborne sery, wołowina, śledzie na sposoby, których na próżno szukać po naszej stronie Bałtyku. Z drugiej strony swojsko kojarzące się młode ziemniaki z koperkiem, sok z kwiatów czarnego bzu, ryby wędzone. Muszę tu zauważyć, że w nadmorskich rybnych sklepach sprzedają prawdziwego łososia. Takiego w kolorze łososiowym, a nie tego we wściekle pomarańczowej sztucznej barwie. W marketach wiadomo, jest ten sam co u nas.
Policji nigdzie za bardzo nie widać, ale z pewnością i tak wszystko wie albo dowie się, gdy będzie to jej potrzebne. Ma oczy i uszy u twojego sąsiada.
Przepiękne, lukrowane wręcz wioseczki w jednolitym stylu, porządek na podwórkach. Zamiłowanie Szwedów do idealnie przystrzyżonych trawników. Brak płotów. Duża dbałość o to, by dom i obejście, z zewnątrz, cieszyły oko. Szwedzki styl i architektura drewniana. Nawet w realizacjach deweloperów w nadmorskiej Fjällbace nie odróżniają się zbytnio od starych budynków. Mają pomysł na swoje wsie i miasteczka i tego się trzymają. Miasta, trzeba to szczerze powiedzieć, bywają podobnie szpetne jak niektóre nasze. Tylko bardziej jest w nich zielono.
Wspaniałe lasy. Może podobne do naszych, ale sprawiające wrażenie bardziej tajemniczych i nieprzebytych. I bardzo mało w nich śmieci. Można powiedzieć, że praktycznie ich nie ma. My mamy z tym problem, zawsze znajdziesz u nas jakąś zakrętkę albo starą butelkę. Nie widziałem też upraw sosnowych, czy jak wolą to nazywać leśnicy, lasów monogatunkowych.
Czy Szwecja jest jak IKEA? Na pierwszy rzut oka doskonale zorganizowana, dostępna dla każdego, estetyczna, naturalna. Czy to drewniane biurko jest z drewna, czy tylko po części z drewna? Jak to w IKEA. Czy też Szwecja jest jednak prawdziwa, trochę inna, bo skandynawska. W nowoczesny, skandynawski sposób powściągliwa. A współczesny szwedzki purytanizm przybrał formę rygorystycznych zasad społecznych. Wrażliwość na inkluzywność, ekologię i równe traktowanie jest tam niezwykle wysoka, a złamanie niepisanych zasad moralnych grozi ostracyzmem.
Byłem w Szwecji drugi raz i za każdym razem jestem jej bardziej głodny. Chcę poznać odpowiedzi na pytania, jakie we mnie wzbudziła. A jest to duży i ciekawy kraj, więc dużo jeszcze będzie pytań o odpowiedzi.

